Niezgodnie z oczekiwaniami

CIMG6114– Europarlamentarzyści nie zagłosowali jednak zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa – mówi Danuta Pilarska, rolniczka ekologiczna z Retkowa komentując ostanie decyzje PE. Ten ostatni odrzucił projekt ułatwiający krajom zakazywanie sprzedaży GMO. Jednocześnie GMO w Polsce ma być zakazane.

Przypomnijmy. Projekt prawa zakładający to, iż unijne kraje będą miały więcej swobody w kształtowaniu swoich przepisów w swobodzie lub jej ograniczaniu sprzedaży i stosowania genetycznie modyfikowanej żywności i paszy został przedstawiony przez Komisję Europejską. Przeciwko tym zmianom opowiedzieli się jednak europarlamentarzyści, z których większość zagłosowała za odrzuceniem tego pomysłu – 577. Dodajmy – 75 głosowało za jego przyjęciem, a 38 wstrzymało się od głosu.
W opinii niektórych działaczy ekologicznych przyczyny takiej decyzji europarlamentu – były cyt. „kuriozalne”. Deputowani do PE stwierdzili bowiem, że propozycje KE, gdyby stały się prawem, byłoby cyt. „niewykonalne i doprowadziłyby do kontroli granicznych pomiędzy krajami pro i anty-GMO”. Według włoskiego europosła Giovanniego La Via KE swoim pomysłem o swobodzie kształtowania polityki wobec GMO w danych krajach cyt. „postawiła na głowie to, co zostało osiągnięte dzięki wspólnemu rynkowi i unii celnej. A istnieją także obawy, iż propozycja KE nie jest zgodna z zasadami wspólnego rynku”.
Choć po prawdzie rzecz biorąc trudno mówić o jakimkolwiek wspólnym rynku, czy też w ogóle polityce unijnej w ostatnich czasach. Nie tylko rolnictwa – tu patrząc się poprzez pryzmat zapatrywania się Włoch na rosyjskie embargo. Nie mówiąc już o najeździe na Europę osób z krajów Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. W opinii niektórych środowisk sceptycznych wobec GMO, a także umiarkowanych wobec Unii Europejskiej widać, że duże kraje na siłę chcą narzucać Europie swoje rozwiązania, które nie zawsze i nie dla wszystkich są po prostu korzystne.
Jesteśmy rozczarowani tą decyzją – komentuje postawę europarlamentarzystów Danuta Pilarska, prezes ZZRE św. Franciszka z Asyżu i rolniczka ekologiczna z Retkowa. – Mówię to nie tylko w imieniu Związku na którego czele ma przyjemność i zaszczyt stać. W rozmowach z przedstawicielami innych organizacji ekologicznych także są takie opinie. Mówiąc wprost – jesteśmy rozczarowani. Europarlamentarzyści nie zagłosowali jednak zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa Europejskiego, które coraz bardziej domaga się jasności i przejrzystości w działania unijnych struktur – dodała.
Choć należy odnotować i takie głosy, iż decyzja PE jest o tyle dobrą, ponieważ może zapobiegać protekcjonizmowi unijnych państw wobec importu z zewnątrz.
Podkreślmy, że przedstawiony przez KE w kwietniu br. projekt odwzorowany był na już istniejącym unijnym prawie dotyczącym upraw GMO. To zaś ułatwia unijnym państwom zakazywanie upraw GMO zatwierdzanych przez UE na swoim terytorium.
Dodajmy też, że propozycji tej przeciwnie byli również rządów europejskich. Tu powołano się na problem uzależnienia rynku pasz od importowanej soi – która jest rośliną GMO.
Według komisyjnych statystyk państwa Unii importują średnio ponad 30 mln ton soi oraz mączki sojowej rocznie, z czego prawie 90 proc. to soja genetycznie modyfikowana – podkreśla Danuta Pilarska. – To ogromne pieniądze. Szkoda tylko, że jakoś nikt nie pamięta tego, że jeszcze całkiem niedawno np. w Polsce nie byliśmy aż tak bardzo uzależnieni od importu soi. Zaś np. pogłowie trzody chlewnej wynosiło prawie 20 mln sztuk – dodaje.
Unijny komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności Vytenis Andriukaitis zapowiedział, że KE nie wycofa projektu, który trafi pod obrady ministrów państw UE.
Myślę, że dobrą dla wszystkich nas jest inna wiadomość z Brukseli, która dodarła w minionym tygodniu – akcentuje prezes Pilarska. – Wnioski wszystkich krajów członkowskich, które nie chcą na swoim terytorium upraw GMO, zostały zaakceptowane. Poinformowała o tym Komisja Europejska. 17 z 19 krajów unijnych, które nie chcą upartw GHMO na swoim terytorium, nie tych upraw na całej sowjej powierzchni. Wśród tej „17: jest też i Polska – dodała.
No, ale tak czy inaczej kupując produkty spożywcze trzeba pamiętać o odpowiednim oznaczeniu ich na etykietach. Więc uprawy GMO w Polsce to jedno, zaś – czasami nawet mimowolne – ich nabywanie i spożywanie to drugie – zaznacza rolniczka.
Poza tym zwraca się uwagę na inny aspekt. To kwestia zakupu nasion np. kukurydzy z Holandii. Nasiona te cyt. „aż kapią GMO” – jak wyraził się jeden z naszych rozmówców.
Tak na marginesie dodajmy, iż oczekiwania coraz szerszej grupy konsumentów wobec nowego rządu idą też w stronę zakazu używania polepszaczy do pieczywa (produkowanej ze szczeciny świń) i substancji używanych do zwiększania objętości (wagi) mięsa. Generalnie coraz bardziej na tapecie ostracyzmu znajdują się produkty zawierające za duże ilości różnego rodzaju „ulepszaczy”, czy „poprawiaczy”. Dotyczy to zarówno produkcji rodzimej jak i importu.

CIMG5731Europejczycy od dawna są przeciwnikami GMO made in USA. Niestety ich przedstawiciele w Parlamencie Europejskim mają to gdzieś. Godd Food March – Bruksela 2012.
CIMG5731Walcząc o rolnictwo ekologiczne, a nawet o te „z ludzką twarzą” Danuta Pilarska potrafi dotrzeć do tzw. „najwyższych czynników europejskich”. I jakoś tak u siebie, w gminie i powiecie jest marginalizowana. Na zdjęciu. Danuta Pilarska z unijnym komisarzem ds. rolnictwa Dacianem Ciolosem oraz Josem Bove, francuskim farmerem i ówczesnym wiceszefem PE. Bruksela 2012 rok.

Ten wpis został opublikowany w kategorii KOMENTARZE, NASZYM ZDANIEM, WYDARZENIA i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.